Zbrojni (Świat Dysku, tom XV)

Główni bohaterowie: Straż miejska
Miejsce akcji: Ankh-Morpork
Temat satyry: kryminał, rasizm
Data wydania oryginalnego: 1993 r.
Data wydania w Polsce: 2002 r.

Zbrojni (ang. Men at Arms) - humorystyczna powieść fantasy Terry'ego Pratchetta, wydana w 1993 r. (tłumaczenie wydania polskiego: Piotr W. Cholewa). Jest to piętnasta część długiego cyklu Świat Dysku. W Polsce wydana w roku 2002 przez wydawnictwo Prószyński i S-ka (ISBN 83-7337-201-6).

Edward d'Eath, potomek zubożałego rodu szlacheckiego, postanawia odnaleźć potomka dawnych królów Ankh-Morpork i doprowadzić do jego koronacji, niezależnie od tego, ile trudów i ofiar by to wymagało. Jakiś czas potem z muzeum Gildii Skrytobójców ginie wyjątkowo niebezpieczne urządzenie i dochodzi do szeregu, jak się zdaje, przypadkowych morderstw. Kapitan Samuel Vimes, dowódca Straży Nocnej Ankh-Morpork, podejmuje śledztwo - pomimo że rządzący miastem Patrycjusz mu tego zabronił. Ma niewiele czasu, bo za trzy dni zamierza poślubić Sybil Ramkin, najbogatszą kobietę w Ankh-Morpork. W związku z tym będzie zmuszony stać się statecznym dżentelmenem, a także opuścić straż miejską i zostać cywilem. W śledztwo miesza się także Straż Dzienna. A w Straży Nocnej robi się naprawdę ciekawie, po tym jak zostają do niej przyjęci nowi rekruci: troll Detrytus, krasnolud Cuddy i Angua, która jako wilkołak, na kilka nocy w miesiącu staje się wilkiem.

Garść cytatów z książki:

Angua sięgnęła po butelkę i sprawdziła etykietę.
– Prawdziwa, Autentyczna Podmokłogórska Rosa G.S.P. Dibblera – odczytała.
– On tego nie przeżyje! Tu jest napisane: sto pięćdziesiąt procent!

Bibliotekarz był oczywiście wielkim entuzjastą czytelnictwa jako takiego, ale sami czytelnicy działali mu na nerwy. Było coś... bluźnierczego w tym, jak stale zdejmowali książki z półek i odczytywaniem zużywali słowa.

Bibliotekarz Niewidocznego Uniwersytetu jednostronnie zdecydował zwiększyć poziom zrozumienia, tworząc „Słownik orangutańsko – ludzki”. Pracował nad nim od trzech miesięcy. Nie było to łatwe. Na razie doszedł do „uuk”

Bo gdyby ludzie chcieli zauważać wszystko, co się dzieje dookoła, nikt by niczego nie robił.

Jeśli człowiek ma dość pieniędzy, trudno mu w ogóle popełnić jakieś przestępstwo. Zdarzają mu się tylko zabawne, drobne niezręczności.

Jeśli już musisz spojrzeć wzdłuż drzewca strzały z jej niewłaściwego końca, jeśli ktoś ma cię w swej mocy, to módl się jak tylko potrafisz, żeby był złym człowiekiem. Ponieważ źli lubią władzę, władzę nad ludźmi – chcą widzieć twój strach. Chcą byś wiedział, że umierasz. Dlatego gadają. Napawają się swoją przewagą.

Jeśli zdarzyła się zbrodnia, musi być wymierzona kara.

Kiedy człowiek zostaje strażnikiem, przestaje być czymkolwiek innym.

(...) labirynt (w ogrodach Patrycjusza) był tak mały, że ludzie gubili się, szukając go po okolicy.

Lepiej zapalić świecę niż narzekać na ciemność.

Módl się, żebyś nigdy nie stanął przeciwko dobremu człowiekowi. Zabije cię bez jednego słowa.

Nawet dziesięć tysięcy krasnoludów, jedzących bez przerwy nożem, widelcem i łopatą, nie doprowadziłoby do istotnego zmniejszenia szczurzej populacji Ankh – Morpork. To był główny temat krasnoludzkich listów do domu: przyjeżdżajcie tu wszyscy i zabierzcie keczup.

– Oto historia mojego życia. – Pies westchnął. – Tam jest Gaspode. Kopnijmy go.

Para czarno ubranych skrytobójców zastąpiła mu drogę uprzejmie, lecz w sposób sugerujący, że nieuprzejmość wciąż pozostaje otwartą opcją.

Powodem, dla którego bogacze są tacy bogaci, [...], jest to, że mogą wydawać mniej pieniędzy.

Rekruci, to jest wasza pałka służbowa. – Przerwał na chwilę, sięgając pamięcią do czasów służby wojskowej. – Będziecie o nią dbać. Będziecie z nią jeść, z nią spać...(...)
– O co jeszcze chodzi, młodsza funkcjonariusz Angua?
– Jak dokładnie mamy z nią spać?
– No więc... chodziło mi o to, że... Kapral Nobbs, w tej chwili przestańcie chichotać!

Rzeka po dnie swego koryta wlokła się smętnie niczym student około pierwszej w nocy.

– VIA CLOACA – odczytał [krasnolud]. – Hm… zaraz, chwileczkę… Via to dawne słowo, oznaczające drogę lub ulicę. Cloaca znaczy… – Wytrzeszczył oczy w ciemności. – To kanał ściekowy – oświadczył.
– Co to jest?
– Tak jakby… czekaj, gdzie trolle wyrzucają swoje… nieczystości?
– Na ulica – wyjaśnił Detrytus. – Higienicznie.
– To jest… podziemna ulica dla… no, dla odchodów. Nie wiedziałem, że jest taka w Ankh-Morpork.
– Może Ankh-Morpork nie wie, że jest taka w Ankh-Morpork.
– Słusznie. Masz rację. Ten kanał jest stary. Dotarliśmy do samych trzewi ziemi.
– W Ankh-Morpork nawet gówno ma swoją ulicę – stwierdził Detrytus z podziwem i zachwytem w głosie. – to rzeczywiście kraina wielkie możliwości.