Straż! Straż! (Świat Dysku, tom VIII)

Główni bohaterowie: Straż miejska
Miejsce akcji: Ankh-Morpork
Temat satyry: kryminał, mechanizmy władzy
Data wydania oryginalnego: 1989 r.
Data wydania w Polsce: 1999 r.

Straż! Straż! (ang. Guards! Guards!) - humorystyczna powieść fantasy Terry'ego Pratchetta, wydana w 1989 r. W Polsce książka ukazała się po raz pierwszy w 1999 r. nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka (ISBN 83-7469-088-1). Jest to ósma część długiego cyklu Świat Dysku, będąca przy tym pierwszą częścią podcyklu o Straży Miejskiej.

Głównym bohaterem książki jest najwyższy krasnolud świata - Marchewa Żelaznowładysson. Z pewnym zaskoczeniem dowiaduje się on od ojca, że jest człowiekiem, wychowanym przez krasnoludy. Aby uniknąć kłopotów w dotychczasowym domu, zostaje on wysłany do Ankh-Morpork, gdzie wstępuje do lokalnej Straży Miejskiej. Wspólnie z innymi strażnikami - cynicznym komendantem Samuelem Vimesem, sierżantem Fredem Colonem, oraz Nobby'm Nobsem (szczęśliwym posiadaczem papierów potwierdzających przynależność do rasy ludzkiej) poznaje zawiłości codziennego życia Ankh-Morpork, przywracając przy tym do życia wiele martwych przepisów prawa. W tym samym czasie paru ludzi przywołuje smoka, za pomocą którego chce przejąć władzę w mieście. Marchewa ze swoimi kompanami, oraz przy pomocy pewnego orangutana oraz pewnej (dość otyłej) damy, walczą ze zbrodnią - z pewnością nie obędzie się bez szturchania pośladków.

Garść cytatów z książki:

(...) a brat Szambownik szykował się do sztucznego oddychania metodą usta – usta. Sama myśl o tym wystarczyła, by przeciągnąć człowieka przez granicę świadomości.

Człowiek tak rozgniewany, że może, nie zauważając tego nawet, podnieść trzystufuntową małpę, ma najwyraźniej wiele na głowie.

Jeśli cokolwiek przygnębiało go bardziej niż własny cynizm, to fakt, że często nie był aż tak cyniczny jak prawdziwy świat.

Jeśli wykluczy się niemożliwe, to, co pozostanie, choćby całkiem prawdopodobne, musi być prawdą.

Książki zaginają czasoprzestrzeń. Powodem, dla którego właściciele wspomnianych już ciasnych antykwariatów zawsze sprawiają wrażenie ludzi trochę nie z tego świata, jest to, że wielu z nich rzeczywiście stamtąd pochodzi. Zabłąkali się do nas, skręcając nie w tę stronę we własnym antykwariacie w świecie, gdzie na nogach przez cały czas wypada nosić bambosze, a sklep otwierać tylko wtedy, kiedy ma się ochotę. W L – przestrzeń każdy zanurza się na własne ryzyko.

Mieszkańcy Ankh-Morpork mieli spokojny, rzeczowy punkt widzenia na rozrywkę. Co prawda wszyscy chcieliby obejrzeć zabitego smoka, ale z zadowoleniem przyjmą zamiast tego widok człowieka upieczonego żywcem we własnej zbroi. Nieczęsto widuje się kogoś upieczonego żywcem we własnej zbroi. Przez długie lata będzie co opowiadać dzieciom.

Moim zdaniem życie sprawia panu tyle problemów, ponieważ wierzy pan, że są dobrzy ludzie i źli ludzie. Myli się pan, oczywiście. Istnieją tylko i wyłącznie źli ludzie, ale niektórzy stoją po przeciwnych stronach.

Pokonał pięćset mil i – co zaskakujące – droga przebiegła mu całkiem spokojnie. Ludzi mających sporo powyżej sześciu stóp wzrostu i prawie tyle samo w barach rzadko spotykają w drodze jakieś przygody. Najwyżej jacyś obcy wyskakują czasem na nich zza skał, a potem mówią niepewnym tonem:
– Eee... przepraszam. Wziąłem pana za kogoś innego.

– Sądziłem, że w naturze pokonane zwierzę poddaje się i przewraca na grzbiet, a to kończy walkę – wyznał Vimes, gdy jechali za znikającym smokiem bagiennym.
– Ze smokami ta sztuczka nie działa. Kiedy jakieś tępe stworzenie przewraca się na grzbiet, wypruwa mu się flaki. Tak to widzą. Są prawie jak ludzie.

Sierżant Colon niezwykłym wysiłkiem woli zdołał wypiąć pierś dalej niż brzuch.

Smok to metafora całej przeklętej ludzkiej egzystencji. Jakby sam w sobie nie był paskudny, to jeszcze jest wielki, gorący i lata.

Trudno określić jego wiek. Ale sądząc po cynizmie i zmęczeniu światem, będących odpowiednikiem datowania węglem dla ludzkiej osobowości, miał jakieś siedem tysięcy lat.

Tylko jedno go pocieszało: jeśli mu się nie uda, nigdy się o tym nie dowie.

Wrażenia bólu, które wykorzystały brak przytomności Vimesa, by wyskoczyć na metaforycznego papierosa, powróciły w pośpiechu.

Życie to tylko chemia. Tu kropla, tam strużka, a wszystko się zmienia. Niewielki łyk sfermentowanych soków i nagle człowiek zdolny jest przeżyć kolejne parę godzin.