Prawda (Świat Dysku, tom XXV)

Główni bohaterowie: William de Worde, Straż miejska
Miejsce akcji: Ankh-Morpork
Temat satyry: wolna prasa, konkurencja rynkowa
Data wydania oryginalnego: 2000 r.
Data wydania w Polsce: 2007 r.

Prawda (ang. The Truth) – humorystyczna powieść fantasy Terry'ego Pratchetta dwudziesta piąta część cyklu Świat Dysku, wydana w 2000 roku (polskie wydanie - Prószyński i S-ka, maj 2007, ISBN 83-7469-503-9) Jest to szósta część podcyklu o Straży Miejskiej, zaliczana też do podcyklu "biznesowego".

"Wstrząsające sceny w Ankh-Morpork! Patrycjusz atakuje urzędnika z nożem! (On miał nóż, nie urzędnik) Tajemnicze wydarzenia w Stajniach - dziwny zapach mięty! Straż zagubiona!" - Na szczęście, sytuację ratuje William de Worde - pierwszy dziennikarz i wydawca azety ("Prawda Cię wyzwoli! - A-Z!") w mieście, prowadzący śledztwo na własną rękę i informujący o nim na bieżąco swych czytelników. Musi jednak zmierzyć się nie tylko z bezwzględnymi spiskowcami, Nową Firmą ale i z niechęcią wielu wysoko postawionych osób oraz z nieuczciwą konkurencją, wydającą tani tabloid...

Garść cytatów z książki:

Dla kaprala Nobbsa i sierżanta Colona stało się oczywiste, że żadna horda barbarzyńców raczej nie włączy inwazji na Ankh-Morpork w swoje plany podróżne tego wieczora. Strażnicy nie mieli do nich żalu.

Zamknęli bramę. Nie była to czynność tak dramatyczna, jak mogłoby się wydawać, jako że klucze zginęły gdzieś już dawno. Spóźnieni podróżni zwykle rzucali kamykami w okna domów zbudowanych na szczycie muru, aż trafili na znajomego, który podnosił sztabę. Zakładano, że obcy najeźdźcy nie będą wiedzieli, w które okna rzucać kamykami.

Żadne muchy nie siadały na G.S.P. Dibblerze. Pobierałby od nich czynsz.

Nikt nie potrafi wpatrywać się z większym skupieniem od krasnoluda. Pomiędzy przepisowym żelaznym hełmem a brodą pozostaje już bardzo niewiele miejsca, dlatego wyrazy twarzy krasnoludów są bardziej skoncentrowane.

- (...) Zawsze dążyłem do biura bez papierów...
- Tak, nadrektorze. I dlatego zapewne chowa pan dokumenty w kredensie, a nocą wyrzuca przez okno.
- Czyste biurko, czysty umysł.

- Tysiąc lat temu sądziliśmy, że świat jest misą. Pięćset lat temu myśleliśmy, że jest kulą. Dzisiaj wiemy, że jest płaski, okrągły i płynie przez kosmos na grzbiecie żółwia. (...) Nie zastanawia się pan, jaki kształt okaże się prawdziwy jutro?

- Za dolara dziennie żylibyśmy jak królowie, Arnoldzie.
- Znaczy jak? Ktoś by nam poucinał głowy?

Lord Vetinari miał zwyczaj tak wczesnego wstawania, że pora snu była dla niego jedynie pretekstem, by zmienić ubranie.

Praktycznie każdy dom w Ankh-Morpork miał piwnice, będące kiedyś pierwszym, a nawet drugim albo trzecim piętrem dawnych budynków, wzniesionych w którymś z okresów miejskiego imperium, kiedy to ludziom się wydawało, że przyszłość będzie trwać wiecznie.

William się zastanowił dlaczego, czemu nie lubi ludzi, którzy mówią \"nikogo nie urażając\". Pewnie dlatego że łatwiej im powiedzieć \"nikogo nie urażając\", niż powstrzymać się od urażania.

- Vie pan, że innym określeniem ikonografa byłby "fotograf"? Od latacjańskiego słova "photus", które oznacza..
- "Skakać dookoła jak wariat i rozstawiać wszystkich po kątach, jakbyś był właścicielem"? - spytał William.
- Aha, zna pan to słovo.

Trolle i krasnoludy nie potrzebowały szczególnych pretekstów, by walczyć. Czasami wystarczał fakt, że żyją w tym samym świecie.

- Czy to ten moment, kiedy całe moje życie przesuwa mi się przed oczami?
NIE TEN MOMENT BYŁ PRZED CHWILĄ.
- Kiedy?
TO MOMENT, rzekł Śmierć, POMIĘDZY PAŃSKIMI NARODZINAMI A PAŃSKIM ZGONEM.

KTO WIE, JAKIE ZŁO CZAI SIĘ W LUDZKICH SERCACH?
Śmierć szczurów uniósł pyszczek znad ziemniaczanej uczty.
PIP, powiedział.
Śmierć machnął lekceważąco ręką.
NO TAK, PEWNIE, OCZYWIŚCIE, ŻE JA, powiedział. ZASTANAWIAŁEM SIĘ TYLKO, CZY JEST KTOŚ JESZCZE.