Pomniejsze bóstwa (Świat Dysku, tom XIII)

Główni bohaterowie: Brutha, Wielki Bóg Om
Miejsce akcji: Ankh-Morpork
Temat satyry: religia, filozofia
Data wydania oryginalnego: 1992 r.
Data wydania w Polsce: 2001 r.

Pomniejsze bóstwa (ang. Small Gods) - humorystyczna powieść fantasy Terry'ego Pratchetta, wydana w 1992 r. (tłumaczenie wydania polskiego: Piotr W. Cholewa). Jest to trzynasta część długiego cyklu Świat Dysku.

Młody i nie całkiem bystry nowicjusz Brutha podczas codziennych obowiązków, do jakich należy głównie okopywanie melonów, staje w obliczu swego boga Oma... w postaci malutkiego jednookiego żółwia. Om nie jest w stanie przybrać innej formy, gdyż źródłem jego mocy jest wiara ludzi, a pozostał mu jedynie jeden, ale za to szczery, sługa. Od tej pory Brutha zostaje wciągnięty w machinę polityki, religii i wiedzy - a na jego drodze stanie Kwizycja ze straszliwym ekskwizytorem Vorbisem, filozofowie Efebu, a także św. Ungulant, pustynny pustelnik, przyjaciel wszystkich pomniejszych bóstw...

Garść cytatów z książki:

Bogom nie przeszkadzają ateiści, pod warunkiem że są to ateiści gorący, głębocy, żarliwi (...). Ateiści, którzy całe życie nie wierzą, całe życie nienawidzą bogów za to, że ci nie istnieją. Taki ateizm jest niczym skała. To prawie wiara...

Bogowie lubili gry – pod warunkiem, że wygrywali.

Bogowie nie lubią ludzi, którzy nie pracują. Ludzie, którzy nie są przez cały czas zajęci, mogliby zacząć myśleć.

Bogowie potrzebują wiary, a ludzie pragną bogów.

Były to owce – prawdopodobnie najgłupsze zwierzęta we wszechświecie, może z wyjątkiem kaczek.

Człowiek nadaje bóstwu kształt, jakby wlewał galaretę do formy.

Dziesięć tysięcy nie byłoby dosyć. Jeden może wystarczyć.

Gdy widzisz bandę nierobów, gadających o prawdzie i pięknie, i najlepszej metodzie zaatakowania Etyki, możesz postawić swoje sandały, że tak sobie gadają, bo tuzin innych biedaków zajmuje się pracą, żeby ci mogli żyć jak bogowie.

Grawitacja to nałóg, z którym ciężko zerwać.

Istnieje o wiele mniej metafor, niż się powszechnie sądzi.

Jesteśmy tutaj i jest teraz. Wszystko poza tym, moim zdaniem, to już tylko domysły.

Każdy realista odczuwa głęboką depresję w obecności optymisty.

Kiedy jest się bogiem, kłopot polega na tym, że nie ma się do kogo modlić.

Kiedy najmniejsze, co mogą ci zrobić, to wszystko, wtedy najgorsze, co mogą zrobić, nagle przestaje budzić grozę.

Lecz Om miał do dyspozycji Bruthę, z umysłem tak ostrym jak beza.

Logika to jedyny sposób, by być ignorantem wobec reguł.

Ludzie! Żyją w świecie, gdzie trawa wciąż jest zielona, gdzie codziennie wschodzi słońce, a kwiaty regularnie zmieniają się w owoce. A co im imponuje? Płaczące posągi. Zamiana wody w wino. Zwykły kwantowy efekt tunelowy, który i tak by się zdarzył, gdyby tylko ktoś zechciał poczekać parę zylionów lat. Jak gdyby zamiana słonecznego światła w wino, dokonywana przez winorośle, ich grona, czas i enzymy nie była tysiąc razy bardziej cudowna i nie zdarzała się stale...

Możesz ginąć za swoją ojczyznę albo za rodzinę, ale dla boga powinieneś żyć szczęśliwie i pracowicie każdego dnia swego długiego żywota.

Nie być pewnym: na tym właśnie polega filozofia.

Nie da się porwać ludzi faktami. Potrzebna jest sprawa. Potrzebny jest symbol.

Nie ma sensu wiara w rzeczy, które istnieją.

NIE MA SPRAWIEDLIWOŚCI. JESTEM TYLKO JA.

Nigdy nie być biskup ani wysoki panjandrum. Niebezpieczne życie. Zawsze być człowiek, co czyścić ławki albo zamiatać za ołtarz. Nikt nie dręczyć użyteczny człowiek. Nikt nie dręczyć mały człowiek. Nikt nie pamiętać imię.

Om, obijając się w worku Bruthy, zaczynał odczuwać głęboką depresję, jaka opanowuje każdego realistę w obecności optymisty.

Orły, które potrafią unieść byka, możesz policzyć na palcach jednej głowy.

Podoba mi się idea demokracji stwierdził Brutha. Trzeba mieć kogoś, komu nikt nie ufa. Dzięki temu wszyscy są zadowoleni.

Potrzeba czterdziestu ludzi pewnie stojących na ziemi, żeby utrzymać jednego z głową w chmurach.

Rób drugiemu, zanim on zrobi tobie.

Rzeczy zawsze kiedyś były lepsze, niż są teraz. Taka jest natura rzeczy.

Świat zasadniczo jest zabawny (...) I nie zawiera dostatecznej ilości rzeczy do picia.

Trzeba robić pewne rzeczy, ponieważ są słuszne. Nie dlatego, że bogowie tak każą. Innym razem mogą przecież wymyślić coś innego.

Tylko to chroni wszystkich przed obłędem: niepewność. Nadzieja, że jednak może wszystko jakoś się ułoży.

Umysł egoisty jest jak stalowa kula. Nic nie przedostaje się do środka, nic nie wychodzi na zewnątrz.

W co zawsze wierzyłem? Że tak w ogóle, generalnie, jeśli człowiek żył jak należy, nie według tego, co mówią jacyś kapłani, ale według tego, co wewnątrz wydaje się przyzwoite i uczciwe, to w końcu to wszystko mniej więcej dobrze się skończy.

Wiara jest pokarmem bogów.

Wiara się przesuwa. Ludzie zaczynają od wiary w boga, a kończą na wierze w strukturę.

– Wiecie co! – zawołał. – Dwie torebki słodzonych daktyli za cenę jednej! Co wy na to? To jakbym sobie rękę odrąbywał. – Kobieta zerknęła na tacę.
– Fuj... Muchy wszystko obsiadły! – zauważyła.
– To rodzynki, proszę pani.
– W takim razie dlaczego odleciały?
Człowiek sprawdził. Po czym spojrzał jej prosto w oczy.
– Cud! – krzyknął, dramatycznie wymachując rękami. – Nadchodzi czas cudów!

Żółw porusza się z taką prędkością, jaka wystarcza do polowania na sałatę.

Życie jest niczym jaskółka przelatująca przez pokój. A na zewnątrz tylko ciemność. Ona przefruwa i doznaje jednej chwili ciepła i światła.

To nie są książki do czytania. Raczej do pisania.