Piramidy (Świat Dysku, tom VII)

Główni bohaterowie: Teppic
Miejsce akcji: Ankh-Morpork, Djelibeybi, Efeb
Temat satyry: starożytny Egipt, starożytna Grecja
Data wydania oryginalnego: 1989 r.
Data wydania w Polsce: 1998 r.

Piramidy (ang. Pyramids) – humorystyczna powieść fantasy autorstwa Terry'ego Pratchetta, wydana w 1989 r. W Polsce książka ukazała się po raz pierwszy w 1998 r. nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka (ISBN 83-7337-994-0). Jest to siódma część cyklu Świat Dysku.

Książka opowiada o skrytobójcach, piramidach i Djelibeybi – niewielkim państwie, pod wieloma względami podobnym do starożytnego Egiptu, położonym między Tsortem a Efebem. Gdy umiera faraon, władcą państewka zostaje jego syn. Jednak nauka w Gildii Skrytobójców w nowoczesnym mieście Ankh-Morpork sprawiła, że nie jest on tak posłuszny i wierny tradycji, jak dotychczasowi władcy.

Garść cytatów z książki:

Brak palców był kolejnym czynnikiem przyspieszającym rozwój intelektualny wielbłądów. Rozwój matematyczny ludzi zawsze był hamowany przez powszechną instynktowną skłonność, by wobec czegoś naprawdę skomplikowanego – jak choćby wielomiany trój-foremne czy różniczki parametryczne – liczyć na palcach. Wielbłądy od samego początku liczyły na liczbach.

Było to takie miejsce, gdzie sprawy podwijały rękawy i zaczynały się dziać.

Chociaż prawda to piękno, jednakże piękno nie musi być prawdą.

Cisza, jaka nastąpiła, była niczym oklaski na stojąco.

Człowiekowi nie było przeznaczone rozumienie rzeczy którymi się zajmował.

Dios siedział na stopniach tronu i ponuro wpatrywał się w podłogę. Bogowie nie słuchali. Wiedział to. Wiedział to najlepiej ze wszystkich. Tyle że nigdy nie miało to znaczenia. Człowiek wykonywał właściwe ruchy i znajdował odpowiedź. To rytuał był ważny, nie bogowie. Bogowie mieli pełnić funkcję megafonu, bo w przeciwnym razie kogo ludzie zechcieliby słuchać?

Doskonale wiadomo, że w nieskończonym wszechświecie wszystko, co możemy sobie wyobrazić, musi gdzieś istnieć.

I nic tak naprawdę się nie zmienia, nawet jeśli nie zostaje takie samo.

Jeszcze trochę czasu nawinęło się na szpulkę wieczności i cisza za drzwiami, będąca ciszą wywoływaną przez brak hałasu, z wolna zmieniła się w ciszę wywoływaną przez kogoś nie wydającego żadnego dźwięku.

Jeśli nie liczyć koloru, ich ubrania skrojone były zgodnie z najnowszą modą – obecnie sugerującą szerokie kapelusze, podkreślone ramiona, wąskie talie i szpiczaste buty, przez co nadążający za nią sprawiali wrażenie niezwykle elegancko ubranych gwoździ.

Kiedy człowiek umiera, po pierwsze traci życie. A zaraz potem złudzenia.

Legenda, zwykle pomijana przez mieszkańców, mówi, że w jeszcze dawniejszych czasach, aby przetrwać zesłany przez bogów potop, grupa mędrców zbudowała ogromną łódź. Zabrali do niej po parze każdego gatunku zwierząt żyjących wówczas na Dysku. Po kilku tygodniach zwały nawozu zaczęły grozić zatopieniem łodzi. Mędrcy – tak głosi legenda – przechylili ją na burtę i nazwali to miejsce Ankh-Morpork

Ludzie potrzebują wiary w bogów, choćby dlatego, że tak trudno jest wierzyć w ludzi. Bogowie są niezbędni.

Może to w pewnym stopniu wyjaśnić chroniczny zły humor Sfinksa, chociaż stworzenie z ciałem lwa, łonem kobiety i skrzydłami orła z pewnością cierpi na kryzys tożsamości i niewiele trzeba, żeby je rozzłościć.

Multiversum wszakże pełne jest wymiarów, zaułków kreacji, gdzie istoty wyobraźni mogą brykać do woli, bez groźby zderzenia z poważną teraźniejszością. Czasami, kiedy dryfują przez dziury w rzeczywistości, naruszają nasze universum i stają się źródłem mitów, legend oraz oskarżeń o pijaństwo i zakłócanie porządku.

Najszybszym owadem na Dysku jest mól książkowy oznaczony numerem.303. Wyewoluowali w magicznych bibliotekach, gdzie konieczna jest duża szybkość jedzenia, pozwalająca uniknąć wpływu radiacji taumaturgicznych. Dorosły mól książkowy.303 potrafi przegryźć się przez półkę książek tak szybko, że rykoszetuje od ściany.

Natura nie znosi zakłóceń wymiarowych, więc oddziela je sprawnie, żeby nie denerwowały ludzi. Natura, trzeba przyznać, nie znosi wielu rzeczy, w tym próżni, statków o nazwie „Marie Celeste” i kluczy dociskowych do wiertarek elektrycznych.

Nie wszyscy zdają sobie sprawę z naturalnych zdolności matematycznych wielbłądów, zwłaszcza w dziedzinie balistyki. Zdolność ta powstała na drodze ewolucji jako ułatwiająca przetrwanie, podobnie jak u człowieka koordynacja ręki i oka, barwy maskujące kameleona, czy słynna skłonność delfinów do ratowania tonących, jeśli tylko istnieje ryzyko, że przegryzienie ich na połowy może być zauważone i nieprzychylnie skomentowane przez innych ludzi.

Nigdy nie ufaj gatunkowi, który ciągle się uśmiecha. Na pewno coś knuje.

[o podręcznych] Odzienie jakie miały na sobie te dwie razem, wystarczyłoby może do przykrycia talerzyka. Co dziwne, zmieniało je to w dwa atrakcyjne i ruchome meble, tak aseksualne jak kolumny. Teppic westchnął, wspominając kobiety w Ankh-Morpork, które mogły okrywać się od szyi po kostki, a jednak u całej klasy chłopców wywoływać rumieniec sięgający cebulek włosów.

Powietrze pachniało tak, jakby ktoś niedawno je ugotował z dodatkiem przypraw.

Powszechnie wiadomo, że tuż przed śmiercią zmysły stają się niezwykle wyczulone. Ogólnie uważa się, że mają pomóc właścicielowi wykryć jakiekolwiek możliwe wyjście z trudnej sytuacji, inne niż to najbardziej oczywiste.

Ten konkretny wielbłąd, wynik milionów lat działania doboru naturalnego, który stworzył istotę mogącą w Biegu policzyć ziarenka piasku pod nogami, świadomie zamykać nozdrza i wiele dni przeżyć bez wody pod gorącym słońcem, nazywał się Ty Draniu.

Trudno by je [święte krokodyle] nazwać zwyczajnie wielkimi. Gdyby jeden z samców ustawił się w poprzek nurtu, zatamowałby rzekę.

Trzeba się urodzić człowiekiem żeby osiągnąć prawdziwą głupotę.

W całej historii Dysku najwyżsi kapłani byli w większości ludźmi poważnymi, pobożnymi i odpowiedzialnymi, którzy starali się jak najlepiej interpretować życzenia bogów, czasami wypruwając flaki albo paląc żywcem setki ludzi dziennie, aby tylko mieć pewność, że wszystko dobrze zrozumieli.

W czwartek wybuchła niewielka wojna między czcicielami Bogini Matki w jej aspekcie Księżyca, a jej czcicielami w aspekcie wilkiej grubej kobiety z ogromnymi pośladkami. Wtedy interweniowali nauczyciele. Wyjaśnili, że religia, choć to piękna rzecz, może doprowadzić za daleko.

Wielbłąd doskonale wiedział, co się dzieje. Trzy żołądki i system trawienny niczym zakład przetwórstwa chemicznego gwarantują dość czasu na myślenie.

Wielbłąd, który w zakresie gróźb wystarczająco opanował ludzką mowę, uklęknął z godnością.

Współczesna nauka wie doskonale, że istnieje o wiele więcej wymiarów niż klasyczne cztery. Naukowcy twierdzą, że te dodatkowe zwykle nie wpływają na normalny świat, gdyż są małe i zwinięte w sobie. Oznacza to, że wszechświat zawiera więcej cudów, niż możemy kiedykolwiek zrozumieć, albo też – co bardziej prawdopodobne – naukowcy wymyślają to wszystko w miarę potrzeby.

Wszystkie rzeczy są definiowane przez swoje nazwy. Wystarczy zmienić nazwę, a zmienia się obiekt.

Wyjście jest łatwe. Powrót wymaga (...) wysiłku woli, ponieważ jest o wiele trudniejszy.

Wyraz mordy świadczył wyraźnie, że ze wszystkich jeźdźców na świecie, których najmniej chciałby nosić, chłopak trafił na szczyt listy. Co prawda wielbłądy patrzą tak na każdego. Mają niezwykle demokratyczny stosunek do ludzkiej rasy. Nienawidzą wszystkich jej przedstawicieli, bez względu na pozycję społeczną czy wyznanie.

Życie bywa czasem bardzo kosztowne, to śmierć można dostać za darmo.