Nauka Świata Dysku (tom I)

Temat satyry: książka popularnonaukowa
Data wydania oryginalnego: 1999 r.
Data wydania w Polsce: 2005 r.

Nauka Świata Dysku (ang. The Science of Discworld) - książka popularnonaukowa autorstwa Terry'ego Pratchetta oraz dwóch naukowców: Jacka Cohena i Iana Stewarta, formalnie należąca do cyklu "Świat Dysku". Została wydana w roku 1999 (polska edycja: Prószyński i S-ka, ISBN 83-7337-978-9, tłumaczenie Piotr W. Cholewa). Okładka autorstwa Paula Kidby'ego jest parodią obrazu Josepha Wrighta An Experiment on a Bird in the Air Pump.

W pierwszej części autorzy przedstawiają historię świata i życia na Ziemi aż do pojawienia się istot inteligentnych. Między rozdziałami o charakterze naukowym znajdują się powiązane z nimi rozdziały fabularne, opowiadające o eksperymentach magów z Niewidocznego Uniwersytetu, które doprowadzają do stworzenia egzotycznego dla nich Świata Kuli, czyli właśnie Ziemi.

W fantastycznej rzeczywistości Świata Dysku wszystko działa w zgodzie z magią i zdrowym rozsądkiem. Świat jest płaski a szansa jedna na milion sprawdza się w dziewięciu przypadkach na dziesięć. Nasz świat jest zupełnie inny – jego funkcjonowaniem rządzą prawa, zasady i reguły. Wystarczy jednak nieco uważniej się przyjrzeć, aby stwierdzić, iż w wielu przypadkach są one znacznie mniej jednoznaczne i przejrzyste niż te ze Świata Dysku. Ot, weźmy na przykład fizykę cząstek elementarnych... Ian Stewart, Jack Cohen i Terry Pratchett połączyli swe talenty, by opowiedzieć historię o wszechświecie widzianym z zewnątrz. Z bardzo zewnątrz. Z najbardziej zewnętrznego zewnątrz, jakie można sobie wyobrazić. Oglądany z tej perspektywy, okazuje się równie magiczny jak dowolny świat na dowolnym żółwiu.

Garść cytatów z książki:

Magowie potrafili znieść każdą niewygodę i trud, pod warunkiem że przytrafiały się komuś innemu.

A wobec wyboru między zniszczeniem świata przez nas i zniszczeniem świata przez nieprzyjaciela, decyzja wydawała się oczywista.

Kwestor nie był obłąkany, jak to podejrzewano. Wręcz przeciwnie, stąpał pewnie po ziemi, a trudność polegała na tym, że owa ziemia, po której stąpał, znajdowała się na jakiejś innej planecie - takiej z puszystymi różowymi obłoczkami na niebie i szczęśliwymi króliczkami na łąkach. Nie przeszkadzało mu to, gdyż wolał ją od prawdziwego świata, gdzie ludzie za dużo krzyczą. Spędzał tu jak najmniej czasu. Niestety, ten czas obejmował również pory posiłków. Nie można było polegać na służbie kuchennej z Miłej Planety.

- Popatrzcie tylko... wszystkie te płonące, wybuchające kule są trochę podobne do gwiazd, prawda? No wiecie, są takie jakby znajome. Dlaczego ten wszechświat nie jest na przykład wypełniony tapioką albo bardzo dużymi krzesłami? No bo jeśli nic chce się stać czymś, dlaczego nie może być czymkolwiek?
Magowie mieszali herbatę i rozmyślali.
- Dlatego - stwierdził po chwili nadrektor.
- To bardzo dobra odpowiedź, panie nadrektorze - zapewnił Myślak tak dyplomatycznie, jak tylko potrafił. -Ale raczej zamyka możliwość stawiania dalszych pytań.
- Czyli najlepsza z możliwych odpowiedzi.

Myślak Stibbons był ateistą. Jak większość magów. To dlatego że Niewidoczny Uniwersytet osłaniały potężne trwałe zaklęcia, chroniące przed okultystyczną interwencją, a wiedza, że jest się bezpiecznym od błyskawic, czyni cuda w niezależnym umyśle. Ponieważ bogowie, oczywiście, istnieli. Myślak nie próbował nawet temu zaprzeczać. Po prostu w nich nie wierzył. Ostatnio zyskiwał na popularności bóg Om, który nigdy nie odpowiadał na modlitwy i się nie manifestował. Łatwo jest szanować niewidzialnego boga. To ci, którzy pojawiali się wszędzie, często pijani, najbardziej zniechęcali wyznawców.

- Osobiście jestem raczej zadowolony, że nic stamtąd nie może się wydostać. Możecie uznać, że jestem staroświecki, ale nie zamierzam przebywać w tym samym pomieszczeniu co milion mil eksplodującego gazu.

Istnieją stworzenia, które wyewoluowały w rafach koralowych i zwyczajnie nie mogłyby przetrwać w surowych, pełnych zębów przestrzeniach otwartego morza. Żyją więc przyczajone wśród groźnych macek morskich anemonów, wokół muszli ogromnych małży i innych niebezpiecznych szczelin, omijanych przez każdą rozsądną rybę.
Uniwersytet bardzo przypomina rafę koralową. Gwarantuje spokojne wody i cząsteczki pożywienia dla delikatnych, ajednak cudownie skonstruowanych organizmów. Organizmy te nie mogłyby w żaden sposób przetrwać w grzmiących falach rzeczywistości, gdzie ludzie zadają takie pytania jak: “Czy to, co robisz, jest do czegoś przydatne?” i inne, podobnie bezsensowne.