Na glinianych nogach (Świat Dysku, tom XIX)

Główni bohaterowie: Straż miejska
Miejsce akcji: Ankh-Morpork
Temat satyry: kryminał, prawa pracownicze
Data wydania oryginalnego: 1996 r.
Data wydania w Polsce: 2004 r.

Na glinianych nogach (ang. Feet of Clay) - humorystyczna powieść fantasy Terry'ego Pratchetta, wydana w 1996 r. (wydanie polskie Prószyński i S-ka 2004, ISBN 83-7337-719-0). Jest to dziewiętnasta część cyklu Świat Dysku, zaliczana do podcyklu o Straży Miejskiej.

Bohaterami powieści po raz trzeci z rzędu w cyklu Świata Dysku będą strażnicy miejscy z Ankh-Morpork (grodzie tysięcy niespodzianek, zgodnie z przewodnikiem gildii kupców). Tym razem komendant Samuel Vimes (aktualnie dżentelmen, ale wolałby o tym nie mówić) wraz z całą brygadą będzie musiał uporać się z wieloma zagadkami - otruciem patrycjusza, tajemniczymi morderstwami staruszków oraz spiskowaniem golemów. Jakby było tego mało, Nobby dowiaduje się o swoim rzekomo szlachetnym pochodzeniu, do straży dochodzi krasnoludka imieniem Cudo Tyłeczek, a pewien Smok Herbowy Królewski miesza w historii za pomocą pióra i odrobiny inkaustu...

Garść cytatów z książki:

Człowiek dochodził do prawdy nie przez eliminację tego, co niemożliwe, ale drogą o wiele trudniejszego procesu eliminacji tego, co możliwe.

– Czy Wolność Jest Przerażająca?
– Ty to powiedziałeś.
– Mówisz ludziom: Zrzućcie Łańcuchy, A Oni Wykuwają Dla Siebie Nowe??
– Owszem, wydaje się, że to podstawowa ludzka działalność.

Jaka Jest Lepsza Praca Dla Tego, Który Ukochał Wolność, Niż Funkcja Strażnika? Prawo Jest Sługą Wolności. Wolność Bez Ograniczeń To Tylko Słowo.

Jestem niespokojny i zagubiony. Zatem pierwsza zasada nakazuje podzielić się tym z innymi.

Jeśli chce się odnieść sukces w świecie przestępczym, trzeba mieć reputację uczciwego człowieka.

[Samuel Vimes] Miał raczej cyniczny stosunek do śladów. Instynktownie im nie ufał. Pchały się pod nogi.

Monarchia jest jak mlecze na łące. Nieważne ile głów się zetnie, korzenie tkwią stale pod ziemią i tylko czekają, by wypuścić nowe łodygi.

Pogłoska jest informacją przedestylowaną tak dokładnie, że potrafi się przesączyć wszędzie.

Tylko zbrodnie dzieją się w ciemności. Kara musi być wymierzona w pełnym świetle.

W Samej Rzeczy Bowiem Szczery Ateista Myśli O Bogu Bezustannie, Choć Istotnie W Terminach Negacji. Zatem Ateizm Jest Formą Wiary. Gdyby Ateista Naprawdę Nie Wierzył, Nie Przejmowałby Się Lub Nie Przejmowałaby Się Zaprzeczaniem.

Szacunek społeczeństwa, myślała Angua. Tak, to wyrażenie Marchewy. Właściwie to wyrażenie Vimesa, chociaż sir Samuel zwykle spluwał po wymówieniu tych słów. Ale Marchewa w nie wierzył. To on zasugerował Patrycjuszowi, by zatwardziałym przestępcom dać szansę pracy „dla dobra społeczeństwa” przy odnawianiu domów osób starszych. Wprowadziło to dodatkowy element grozy do zwykłych lęków starości, a wobec poziomu przestępczości w Ankh – Morpork spowodowało, że przynajmniej jednej staruszce w ciągu sześciu miesięcy tyle razy wytapetowano pokój, iż teraz mogła do niego wchodzić tylko bokiem

Samuel Vimes śnił o śladach. Miał raczej cyniczny stosunek do śladów. Instynktownie im nie ufał. Pchały się pod nogi. Nie mógłby też zaufać żadnej osobie, która raz tylko zerka na innego człowieka, po czym tonem wyższości zwraca się do towarzysza: „Drogi panie, nic nie mogę o nim powiedzieć z wyjątkiem tego, że jest leworęcznym murarzem, kilka lat służył w marynarce handlowej i ostatnio źle mu się wiedzie”. A potem wygłasza zarozumiałe komentarze o odciskach, postawie i stanie butów tamtego człowieka, podczas gdy dokładnie takie same mogłyby się odnosić do kogoś, kto nosi stare ubranie, bo akurat koło domu chciał wymurować sobie nowy grill, dał się kiedyś wytatuować, bo miał siedemnaście lat i był pijany, a choroby morskiej dostaje już na wilgotnym chodniku. Cóż za arogancja! Cóż za obraza dla przebogatej, chaotycznej rozmaitości ludzkich doświadczeń! To samo dotyczyło wskazówek bardziej statycznych. W rzeczywistym świecie odciski stóp na trawniku pozostawiła najprawdopodobniej sprzątaczka. Krzyk w środku nocy oznaczał pewnie człowieka, który wstawał z łóżka i mocno nadepnął odwróconą szczotkę. Prawdziwy świat był nazbyt prawdziwy, by pozostawiać takie wygodne drobne wskazówki. Był zbyt pełen różnych obiektów. Człowiek dochodził do prawdy nie przez eliminację tego, co niemożliwe, ale drogą o wiele trudniejszego procesu eliminacji tego, co możliwe. Trzeba było pracować konsekwentnie, zadawać pytania i przyglądać się pilnie. Trzeba chodzić i mówić, a w głębi serca mieć nadzieję, że jakiemuś draniowi strzelą nerwy i się przyzna.