Mort (Świat Dysku, tom IV)

Główni bohaterowie: Śmierć, Ysabell, Albert, Mort
Miejsce akcji: Ankh-Morpork, równiny Sto, siedziba Śmierci
Temat satyry: Dorastanie, śmierć, dzieciństwo i dorosłość
Data wydania oryginalnego: 1987 r.
Data wydania w Polsce: 1996 r.

Mort - humorystyczna powieść fantasy Terry'ego Pratchetta, wydana w 1987 r. W Polsce książka ukazała się po raz pierwszy w 1996 r. nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka (ISBN 83-7469-200-7). Jest to czwarta część długiego cyklu Świat Dysku, zaliczana do podcyklu o Śmierci i jego (przybranej) rodzinie.

Książka opowiada o chłopcu z biednej rodziny, którego pewnego dnia ojciec postanawia umieścić u jakiegoś rzemieślnika. Po przestaniu całego dnia na rynku chłopak zostaje sam - tylko jego nikt nie wybrał. Blisko północy, kiedy mają już odchodzić, nadjeżdża postać w czarnym płaszczu o grobowym głosie. Okazuje się być Śmiercią, który potrzebuje kogoś do pomocy i przyjmuje Morta na praktykę. Mort doskonali się w zawodzie, równocześnie powoli się zmieniając. W pewnym momencie będzie musiał zastąpić swego mistrza...

Garść cytatów z książki:

– Ale przecież wszyscy byliśmy kiedyś młodzi.
Śmierć rozważył to dokładnie.
– NIE, – stwierdził. – NIE WYDAJE MI SIĘ.

Firmament, to wymyślna nazwa na masę niczego.

Historia pruje się delikatnie jak stary sweter. Wiele razy była łatana i cerowana, splatana na nowo, by bardziej odpowiadała rozmaitym osobom, wciskana do pudła pod zlewem cenzury, by czekać tam, aż potną ją ścierki propagandy. Jednak zawsze w końcu wyrywała się i powracała do dawnego, znajomego kształtu. Historia ma zwyczaj zmieniać ludzi, którzy myślą, że ją zmieniają. Zawsze trzyma w wystrzępionym rękawie kilka dodatkowych asów. Radzi sobie już od bardzo dawna.

– JAK SIĘ NAZYWA TO UCZUCIE W GŁOWIE, UCZUCIE TĘSKNEGO ŻALU, ŻE RZECZY SĄ TAKIE, JAKIE NAJWYRAŹNIEJ SĄ?
– Chyba smutek, panie. A teraz...
– JESTEM ZASMUTKOWANY.

Kiedy ludzie przestają wierzyć w boga, on umiera. Jeśli ma wielu wyznawców, staje się silniejszy.

Kiedy się jest bogiem, nie trzeba się tłumaczyć.

Kiedy stwórca składał ten świat miał mnóstwo znakomitych pomysłów, jednak uczynienie go zrozumiałym jakoś nie przyszło mu do głowy.

– Kiedy tu jest zachód Słońca?
– Na ogół udaje się nam wcisnąć go między dniem a nocą.

Ludzie nie mogą ode mnie wymagać, żebym przez cały czas się za nimi uganiał.

Ludzie nie zmieniają historii, tak jak ptaki nie zmieniają nieba.

Ludzie tylko dlatego uważają, że (czas) jest ważny, bo sami go wymyślili.

Mam wrażenie, że nie posiada pan żadnej pożytecznej umiejętności ani talentu. Czy myślał pan, żeby się zająć nauczaniem?

Matematyka nie jest tak ważna, za jaką się ją uważa.

– Moja babcia mówiła, że umrzeć to jakby zasnąć – oświadczył Mort z odrobiną nadziei w głosie.
– TRUDNO MI TO STWIERDZIĆ. NIE ZDARZYŁO MI SIĘ ANI JEDNO, ANI DRUGIE.

Mort zauważył, że idzie naprzód, chociaż nie dyskutował o tym z nogami.

NIE MA SPRAWIEDLIWOŚCI. JESTEM TYLKO JA.

Nie szukają potraw wyszukanych czy egzotycznych, ale wolą dania konwencjonalne, jak embriony ptaków nielotów, mielone organy w powłoce jelit, plastry ciała świń czy bulwy bylin przypalane w zwierzęcym tłuszczu; w ich gwarze określa się je jako jajka, kiełbasę, bekon i frytki.

Nie wiem jak ty, ale ja z rozkoszą zamorduję porcję curry.

Nikt nie uzyska wybaczenia za życie.

Obiema rękami nie umiałby złapać swojego tyłka.

Powietrze smakowało jakby ktoś je gotował całymi godzinami, a potem zaczekał, aż wystygnie.

Powinno istnieć słowo określające mikroskopijną iskierkę nadziei, którą człowiek boi się dostrzec w lęku, że samo spojrzenie ją zgasi, jak przy próbie obejrzenia fotonu. Może tylko czekać przy niej, patrzeć obok niej, patrzeć poza nią, aż stanie się dość mocna, by zaistnieć realnie.

Rzeczywistość nie zawsze jest tym, czym się wydaje.

To właśnie cali śmiertelnicy – mają tylko parę chwil na tym świecie, a poświęcają je na komplikowanie najprostszych spraw.

Uczeni wyliczyli, że jest tylko jedna szansa na bilion, by zaistniało coś tak całkowicie absurdalnego. Jednak magowie obliczyli, że szanse jedna na bilion sprawdzają się w dziewięciu przypadkach na dziesięć.

Wolne popołudnie – powtórzył Mort. Pokój wydał mu się nagle dusząco ogromny, a on sam stał nieprzyjemnie odsłonięty pośrodku dywanu wielkości pola uprawnego.
– ALE DLACZEGO? Śmierć nie mógł zrozumieć. PRZECIEŻ NIE NA POGRZEB BABCI, dodał. WIEDZIAŁBYM COŚ O TYM.

Zmiana losu choćby jednego człowieka może zniszczyć świat.

Źródłem sławy tego władcy był zwyczaj odcinania wrogom warg i nóg, by potem obiecywać im wolność, jeśli przebiegną przez miasto grając na trąbce.

Ankh-Morpork eksperymentowało z wieloma systemami rządów, aż osiągnęło formę demokracji znaną jako Jeden Człowiek, Jeden Głos”. Patrycjusz był tym Człowiekiem; miał Głos.

Firmament, to wymyślna nazwa na masę niczego.

Inni goście nie zwracali na nich uwagi, nawet kiedy Śmierć oparł się wygodnie i zapalił pięknie rzeźbioną fajkę. Ignorowanie kogoś, komu dym wypływa przez oczodoły, wymaga pewnego wysiłku, wszystkim jednak się to udawało.

Jak się nazywa, kiedy czujesz się dobrze, jesteś zadowolony i chciałbyś, żeby tak już zostało?

Kiedy ludzie przestają wierzyć w boga, on umiera. Jeśli ma wielu wyznawców, staje się silniejszy.

Kiedy się jest bogiem, nie trzeba się tłumaczyć.

Kiedy stwórca składał ten świat miał mnóstwo znakomitych pomysłów, jednak uczynienie go zrozumiałym jakoś nie przyszło mu do głowy.

– Kiedy tu jest zachód Słońca?
– Na ogół udaje się nam wcisnąć go między dniem a nocą.

Ludzie nie mogą ode mnie wymagać, żebym przez cały czas się za nimi uganiał.

Ludzie nie zmieniają historii, tak jak ptaki nie zmieniają nieba.

Ludzie tylko dlatego uważają, że (czas) jest ważny, bo sami go wymyślili.

Mam wrażenie, że nie posiada pan żadnej pożytecznej umiejętności ani talentu. Czy myślał pan, żeby się zająć nauczaniem?

Matematyka nie jest tak ważna, za jaką się ją uważa.

– Moja babcia mówiła, że umrzeć to jakby zasnąć – oświadczył Mort z odrobiną nadziei w głosie.
– TRUDNO MI TO STWIERDZIĆ. NIE ZDARZYŁO MI SIĘ ANI JEDNO, ANI DRUGIE.

Mort zauważył, że idzie naprzód, chociaż nie dyskutował o tym z nogami.

NIE MA SPRAWIEDLIWOŚCI. JESTEM TYLKO JA.

Nie szukają potraw wyszukanych czy egzotycznych, ale wolą dania konwencjonalne, jak embriony ptaków nielotów, mielone organy w powłoce jelit, plastry ciała świń czy bulwy bylin przypalane w zwierzęcym tłuszczu; w ich gwarze określa się je jako jajka, kiełbasę, bekon i frytki.

Nie wiem jak ty, ale ja z rozkoszą zamorduję porcję curry.

Nikt nie uzyska wybaczenia za życie.

Obiema rękami nie umiałby złapać swojego tyłka.

Powietrze smakowało jakby ktoś je gotował całymi godzinami, a potem zaczekał, aż wystygnie.

Powinno istnieć słowo określające mikroskopijną iskierkę nadziei, którą człowiek boi się dostrzec w lęku, że samo spojrzenie ją zgasi, jak przy próbie obejrzenia fotonu. Może tylko czekać przy niej, patrzeć obok niej, patrzeć poza nią, aż stanie się dość mocna, by zaistnieć realnie.

Rzeczywistość nie zawsze jest tym, czym się wydaje.

To właśnie cali śmiertelnicy – mają tylko parę chwil na tym świecie, a poświęcają je na komplikowanie najprostszych spraw.

Uczeni wyliczyli, że jest tylko jedna szansa na bilion, by zaistniało coś tak całkowicie absurdalnego. Jednak magowie obliczyli, że szanse jedna na bilion sprawdzają się w dziewięciu przypadkach na dziesięć.

Wolne popołudnie – powtórzył Mort. Pokój wydał mu się nagle dusząco ogromny, a on sam stał nieprzyjemnie odsłonięty pośrodku dywanu wielkości pola uprawnego.
– ALE DLACZEGO? Śmierć nie mógł zrozumieć. PRZECIEŻ NIE NA POGRZEB BABCI, dodał. WIEDZIAŁBYM COŚ O TYM.

Zmiana losu choćby jednego człowieka może zniszczyć świat.

Źródłem sławy tego władcy był zwyczaj odcinania wrogom warg i nóg, by potem obiecywać im wolność, jeśli przebiegną przez miasto grając na trąbce.