Łups! (Świat Dysku, tom XXXIV)

Główni bohaterowie: Samuel Vimes, Straż Miejska
Miejsce akcji: Ankh-Morpork, dolina Koom
Temat satyry: ksenofobia, nietolerancja, różnice etniczne i kulturowe, legendy, Kod Leonarda da Vinci
Data wydania oryginalnego: 2005 r.
Data wydania w Polsce: 2009 r.

Łups! (ang. Thud!) – 34 powieść Terry'ego Pratchetta z serii Świat Dysku. Premiera wydawnicza w Polsce miała miejsce 19 maja 2009. Zaliczana do podcyklu o Straży Miejskiej.

Treść książki luźno nawiązuje do fabuły Piątego Elefanta. Łups! opowiada o walkach między trollami i krasnoludami w Ankh-Morpork spowodowanymi przez rocznicę bitwy w dolinie Koom. Na tle tych wydarzeń dochodzi do kradzieży obrazu przedstawiającego rzeczoną bitwę. Dzięki staraniom Sama Vimesa na jaw wychodzi spisek dolnych krasnoludów, mający ukryć fakt, że bitwa była przypadkowa, a krasnoludy i trolle zebrały się w dolinie Koom, aby zawrzeć pokój. Efektem tego jest przełom w stosunkach między rasami, nie radykalny, ale znaczący. Istotne znaczenie w książce odgrywa Łups, gra będąca dyskowym odpowiednikiem szachów.

Garść cytatów z książki:

Bo to magia. Nie można zadawać pytań, bo to magia. Nigdy niczego nie wyjaśnia, bo to magia. Nie wiadomo skąd się bierze, bo to magia. To właśnie mi się w magii nie podoba, że wszystko w niej dzieje się magicznie!

(...) był odrzucany nawet przez gang Nie Mamy Pomysłu na Nazwę z ulicy Dziesiątego Jajka, podobno tak ociężały umysłowo, że jeden z ich członków był kawałkiem betonu na sznurku.

Czy podążymy tam, gdzie nas prowadzi magia? Machniemy różdżką, żeby odkryć, kto jest winien i jakiego przestępstwa? Zaczarujemy ludzi, żeby byli dobrzy? Niewinni nie mieliby się czego obawiać, myśli pan? nie postawiłbym na to nawet pensa, panie Pesymal. Magia jest taka trochę żywa, trochę podstępna. I kiedy już pan myśli, że trzyma ją za gardło, ona gryzie pana w tyłek.

– Dlaczego przyszedłem się z panem spotkać, panie Błysk?
– Ponieważ chce się pan dowiedzieć, dlaczego pan przyszedł się ze mną spotkać.

Jeżeli ludzie próbują cię zabić, to znaczy, że robisz coś, jak należy.

Kiedy człowiek ma jakieś dobre usprawiedliwienie, otwiera drzwi złym usprawiedliwieniom.

Kiedy jakiś szaleniec odkryje, że zaatakowany z zaskoczenia glina umiera tak samo jak każdy, czar zostanie złamany.

– Kopalnia przypada nam domyślnie? – spytał Vetinari.
– Tak się wydaje, sir. O ile się orientuję, właściwy termin to „wywłaszczenie”.
– A tak. Oznacza otwartą kradzież w wykonaniu rządu.

Ludzie, którzy prawdopodobnie nie są źli, mogą zabić.

Ludzie rzadko zabierają na pole bitwy pieniądze, bo niewiele można tam za nie kupić.

Mamy piękny dzień. Nikt aktywnie nie usiłuje mnie zabić, co jest miłe.

Na tym właśnie polegał problem. Wampiry są zwykle bardzo miłe, do czasu, aż nagle, nie są.

Nieważne jak zła jest sytuacja, zawsze istnieje możliwość, by stała się o tę odrobinę gorsza.

Ogólne założenie było takie, że jeśli tylko nie spróbuje wyjść, nikt nie będzie mu wyjścia utrudniał.

Szpiegowanie u przyjaciół to ostatni krzyk mody w polityce.

To były dobre argumenty. Niektóre argumenty przeciwnie, były złymi argumentami.

Topór jest niczym bez ręki, a ręka niczym bez umysłu. Wyszkoliłem się w myśleniu o toporach.

Twarz Nobby'ego była otwartą księgą, aczkolwiek z tego rodzaju, który w niektórych krajach jest zakazany.

Widziałem ginących bohatersko ludzi. To nie ma przyszłości.

Za dużo starożytnej polityki, za dużo uraz przekazywanych z pokolenia na pokolenie. I za dużo pijaństwa.

Vimes nigdy nie radził sobie z żadną grą bardziej skomplikowaną niż strzałki. W szczególności szachy zawsze go irytowały. To przez ten głupi upór, z jakim pionki ruszały naprzód i zabijały inne, bratnie pionki, podczas gdy królowie obijali się z tyłu i nic nie robili. Gdyby tylko pionki się zjednoczyły, może też przekonały wieże, cała plansza mogłaby się stać republiką w dwunastu ruchach.

Vimes ostrożnie uniósł złamanym ołówkiem brzeg kromki. Wewnątrz było chyba za dużo sałaty, czyli, inaczej mówiąc, była sałata.

Vimes uważał, że wszystko układa się zbyt gładko, ale natura już taka bywa. Niektóre zachody słońca są tak różowe, ze trudno o większe bezguście.

W progu stał młody człowiek o boskich proporcjach ciała. W każdym razie proporcjach tych bogów lepszej klasy. Nie tych z mackami naturalnie.