Kosiarz (Świat Dysku, tom XI)

Główni bohaterowie: Śmierć
Miejsce akcji: Ankh-Morpork
Temat satyry: życie doczesne
Data wydania oryginalnego: 1991 r.
Data wydania w Polsce: 2001 r.

Kosiarz (ang. Reaper Man) - humorystyczna powieść fantasy Terry'ego Pratchetta, wydana w 1991 r. (tłumaczenie wydania polskiego: Piotr W. Cholewa). Jest to jedenasta część długiego cyklu Świat Dysku.

Śmierć naraził się Audytorom Wszechświata. Dostaje Czas, co znaczy że będzie żył, ale również to że umrze. Chce go prawidłowo wykorzystać i porzuca swoje obowiązki przysparzając tym nieco problemów ludziom na Dysku – wszak nikt nie umiera. Chce sprawdzić, jak żyją ludzie, więc zatrudnia się u staruszki na wsi jako pomoc. Powoli powstaje nowy Śmierć – bardziej dramatyczny (przybycia o północy, objawianie się na odległym wzgórzu oświetlony błyskawicą itp.). W cieniu wielkich wydarzeń spokojnie powstaje i wykonuje swoje obowiązki Śmierć Szczurów. Natomiast w Ankh-Morpork magowie z Niewidocznego Uniwersytetu muszą poradzić sobie z plagą żyjących supermarketów wywołana nadmiarem energii życiowej i zombie.

Garść cytatów z książki:

Alkohol to trucizna dla ducha. Może papierosa? Słyszałem, że zwykle ulegacie temu nałogowi.

A potem stało się teraz.

A więc to prawda. Istnieje życie po śmierci. I jest takie samo. Ja to mam pecha.

Bill Brama był świadom podtekstów i kontekstów w taki sam sposób, w jaki astronauta jest świadom układów pogodowych pod sobą: są widoczne, wyraźne, idealne do obserwacji i całkowicie oderwane od rzeczywistych doświadczeń.

Była duża, ale to nie znaczy, że gruba – po prostu zbudowana w skali nieco większej od normalnej.

Czas trwania czyjegoś życia, to tylko jądro rzeczywistego istnienia.

Diament. To zwykły kamień poddany wysokiej temperaturze i ciśnieniu.

Dobry mag nie pozwala, żeby niepewność stała się przeszkodą.

Dzisiaj jest ostatni dzień reszty twojego życia.

Gdyby ludzie wiedzieli, kiedy umrą, prawdopodobnie wcale by nie żyli.

Im dalej uciekasz, tym bardziej się zbliżasz.

Jego samokontrola była tak silna, że mogłaby zginać podkowy.

Każdy dzień ciągnie się przez całe wieki, co jest dziwne, ponieważ dni – w liczbie mnogiej – mijają w pędzie.

Kiedy widzę, co życie robi z ludźmi, to Śmierć wcale nie jest taki najgorszy.

Ludzie są czymś więcej niż kłosami. Pędzą przez te swoje ciasne, zatłoczone żywoty, napędzani dosłownie mechanizmami zegarowymi, od brzegu wypełniają swoje dni samym wysiłkiem życia. I każde życie trwa tyle samo. Nawet to bardzo długie i to bardzo krótkie. W każdym razie z punktu widzenia wieczności. Z punktu widzenia właściciela to dłuższe jest lepsze.

Ludzie z miasta, których jedyny kontakt z naturą ograniczał się do tego, że kiedyś swoim volvo przejechali owcę.

Majstrowanie przy losie jednej osoby może zniszczyć cały świat.

Miało wyraźne i atrakcyjne kobiece kształty i nosiło całkiem zwyczajną sukienkę. Jednak cierpiało także na nadmiar owłosienia, którego nie potrafiłyby usunąć wszystkie delikatne różowe maszynki z żyletkami na świecie. Poza tym sprawiała wrażenie, że zęby i paznokcie w tym sezonie nosi się długie.

Mówił, że jest śmierć i podatki, ale podatki są gorsze, bo śmierć przynajmniej nie trafia się co roku.

– Musi tam być naprawdę wspaniale – dodała najmłodsza.
– Tak? A dlaczego?
– Bo nikt jeszcze nie próbował stamtąd wrócić.

Na co może plon mieć nadzieję, jeśli nie na troskę kosiarza.

Na twarzy Śmierci nie drgnął żaden mięsień – ponieważ ich nie miał.

Niczego nie można się dowiedzieć, obserwując, co ludzie do siebie piszą – język jest tam tylko po to, żeby ukryć myśli.

Nie istnieje coś takiego jak cudzy kłopot, a kiedy już człowiek sądzi, że świat go odepchnął, nagle dowiaduje się, że świat ten pełen jest niezwykłości. Żywi nigdy nie zauważają połowy tego co się naprawdę dzieje, ponieważ zbyt są zajęci życiem.

Nikt nie jest ostatecznie martwy, dopóki nie uspokoją się zmarszczki, jakie wzbudził na powierzchni rzeczywistości – dopóki zegar przez niego nakręcony nie stanie, dopóki wino przez nią nastawione nie dokończy fermentacji, dopóki plon, jaki zasiał, nie zostanie zebrany.

Nikt nie wie, gdzie był człowiek, zanim się urodził, ale kiedy już się urodził, dość szybko odkrywał, że przybył ze skasowanym biletem powrotnym.

Od czasu do czasu ludzie wspinali się na tę górę i dodawali jeden czy dwa kamienie do stosu na samym szczycie, choćby po to, by dowieść, że nie ma nic tak głupiego, czego ludzie nie zrobią.

Panna Flitworth nie wahała się długo. Przez siedemdziesiąt pięć lat widziała wojny, głód, niezliczone chore zwierzęta, kilka epidemii i tysiące drobnych, codziennych tragedii. Smutny szkielet nie mieścił się nawet w górnej dziesiątce Najgorszych Rzeczy, jakie znała.

Przez setki lat ludzie wierzyli, iż jaszczurki w studni dowodzą, że woda jest świeża i zdatna do picia. I przez cały ten czas ani razu nie zadali sobie pytania, gdzie właściwie jaszczurki chodzą do toalety.

Przypuszczam, powiedział, że chętnie zamordujesz kawałek sera.. Śmierć Szczurów przyjął ser z wdzięcznością.

Przyszłość przelewa się w przeszłość przez zwężenie w teraźniejszości.

Same martwe odpadki, a przecież w pewnym sensie żywe. I rosły na nich róże. Pierwszy prymus wytłumaczył Modowi, że róże rosły tak wysoko, ponieważ na tym polega cud istnienia. Jednak Modo osobiście uważał, że próbują jak najbardziej oddalić się od kompostu.

Spojrzał w niebo i uśmiechnął się. Nigdy nie jest za późno, żeby przeżyć dobre życie.

Stać się osobowością, to zakończyć swe istnienie.

Starsi magowie wiedzą, że właściwym celem magii jest tworzenie piramidy społecznej, gdzie na samym szczycie znajdują się magowie, zjadający obfite posiłki.

Światło wierzy, że przemieszcza się szybciej od wszystkiego, ale się myli. Nieważne, jak szybko pędzi, zawsze odkrywa, że ciemność dotarła na miejsce wcześniej i już na nie czeka.

Takie coś jak dobro. Albo zło. To tylko miejsce, gdzie się stoi.

To jak różnica między zobaczeniem na niebie pięknej nowej gwiazdy a znalezieniem się blisko supernowej. To różnica między pięknem porannej rosy na pajęczynie a byciem muchą.

– To nie było yo do czegoś, to było po prostu yo – wyjaśnił pierwszy prymus. Takie pozdrowienie uliczne, powszechnie stosowane w zamkniętych grupach militarnych, mające silne podteksty męskiego rytuału łączenia.
– Co? Jak? Coś w rodzaju „a niech mnie”?
– Z grubsza biorąc, nadrektorze.

Wewnątrz każdej bryły węgla tkwi diament, który czeka, żeby się wydostać.

Wiara jest jedną z najpotężniejszych sił organicznych w multiwersum. Być może, nie potrafi dosłownie przenosić gór, ale potrafi stworzyć kogoś, kto potrafi.

Wiele spraw przekraczało możliwości pojmowania, ale tacy ludzie jak Ridcully nie przejmują się tym zbyt długo. Ridcully był człowiekiem prostodusznym. To nie znaczy głupim. To znaczy, że aby myśleć o czymś w sposób należyty, musiał najpierw odciąć wszystkie skomplikowane kawałki na obrzeżach.

Wszystko, co istnieje, pragnie żyć. Na tym właśnie polega cykl życia. To jest energia, która napędza ogromne, biologiczne pompy ewolucji. Wszystko stara się wspiąć wyżej, używając pazurów, macek, czy zwyczajnie pełzając do kolejnej niszy, aż wreszcie dostaje się na sam szczyt – który, prawdę mówiąc, jakoś nigdy nie wydaje się wart tego wysiłku.

Zadziwiająca jest zdolność chudych staruszek do dźwigania wielkich ładunków. Dokładne badania wykazują, że mrówka potrafi unieść ładunek stokrotnie przewyższający wagę jej ciała, ale nie udało się określić żadnej granicy mocy unoszącej dla przeciętnej, drobnej, osiemdziesięcioletniej babki hiszpańskiego chłopa.

Zadziwiające, co w danej chwili ludzie potrafią uznać za znakomity pomysł.

Zadziwiające – czuć, że jest się maleńką, żyjącą istotą, wciśniętą miedzy dwa urwiska ciemności. Jak ludzie mogą wytrzymać życie? Najwyraźniej trzeba się do tego urodzić...

Zawsze jestem sam. Ale teraz chciałbym być sam w samotności.

Życie to nałóg, z którym bardzo trudno zerwać...

Nie ma nadziei prócz nas. Nie ma litości prócz nas. Nie ma sprawiedliwości. Jesteśmy tylko my.