Ciekawe czasy (Świat Dysku, tom XVII)

Główni bohaterowie: Rincewind, Cohen Barbarzyńca
Miejsce akcji: Kontynent Przeciwwagi
Temat satyry: totalitaryzm, Chiny
Data wydania oryginalnego: 1994 r.
Data wydania w Polsce: 2003 r.

Ciekawe czasy (ang. Interesting Times) – humorystyczna powieść fantasy Terry'ego Pratchetta, siedemnasta część cyklu Świat Dysku, wydana w 1994 r. (polskie wydanie Prószyński i S-ka 2003, ISBN 83-7337-292-X). Powieść ta jest piątą częścią podcyklu o Rincewindzie, magu-nieudaczniku.

Powieść przedstawia misję Rincewinda, który zostaje wysłany na Kontynent Przeciwwagi w celu zasłużenia sobie na tytuł maga. Tam spotyka Cohena Barbarzyńcę i jego Srebrną Ordę, która planuje ukraść Imperium Agatejskie.

Garść cytatów z książki:

Ale może czasami człowiek musi stanąć mężnie i walczyć, choćby dlatego że nie ma już dokąd uciekać.

– Ale... no... przecież... niedostatki, straszliwe zagrożenia, codzienne narażanie życia...
Saveloy ucieszył się wyraźnie.
– Więc pan też uczył kiedyś w szkole?

Brak pościgu nie jest żadnym powodem do przerwania ucieczki.

Chaos zawsze pokonuje porządek, gdyż jest lepiej zorganizowany.

Cohen pojawiał się w życiu ludzi niczym zbłąkana planeta w spokojnym systemie planetarnym. Człowiek ciągnął za nim, bo wiedział, że nic podobnego już go nie spotka.

Coś jest w teorii, myślał [Rincewind], że na świecie żyje tylko kilka osób. Dlatego człowiek ciągle spotyka te same. Gdzieś pewnie istnieje ich forma wyjściowa.

Czterech Jeźdźców, których przybycie zwiastuje koniec świata, to jak wiadomo Śmierć, Wojna, Głód i Zaraza. Ale również mniej spektakularne wydarzenia mają swoich Jeźdźców. Na przykład Czterej Jeźdźcy Przeziębienia to Zasmarkanie, Kaszel, Katar i Brak Chusteczek; Czterej Jeźdźcy, których przybycie poprzedza wszelkie publiczne święta, to Burza, Wichura, Deszcz oraz Roboty Drogowe.

Edukacja na Niewidocznym Uniwersytecie działała uświęconą przez wieki metodą umieszczania dużej grupy młodych ludzi w pobliżu dużego zbioru książek, w nadziei że coś przejdzie z jednych na drugich.

Jednak doświadczony tchórz nie dba o „dokąd”, dopóki „przed czym” stanowi problem tak fascynujący.

Jedni chcą, byś pozostał ich niewolnikiem, drudzy chcą, żebyś rządził krajem, a przynajmniej im pozwolił rządzić, a oni będą ci tłumaczyć, że to tak naprawdę ty.

Nie ma się czego obawiać. Pejzaż nie jest niebezpieczny. Rincewind nie uwierzył. Wiele już razy grunt uderzył go bardzo mocno.

Podobało mi się tam. Było nudno.
o Postać: Rincewind o pobycie na wyspie

Pora, żeby zacząć uciekać, następuje w okolicy „e” w „Hej, ty!”.

Przez cały czas lał deszcz – nieprzerwana ściana wody. Nie wydawał się naturalny. Wyglądał, jakby morze postanowiło odzyskać ląd metodą desantu powietrznego.

Rincewind podejrzliwie obejrzał buty. Przypomniał sobie, jakie kłopoty na Niewidocznym Uniwersytecie sprawił prototyp Butów Siedmiomilowych. Obuwie, które stara się zmusić użytkownika, by stawiał kroki długości siedmiu mil, wywołuje poważne naprężenia pachwinowe.

Saveloy dopiero w wieku 43 lat dowiedział się, że seks oralny nie polega na rozmawianiu o seksie.

Szczęście to moje drugie imię – zapewnił niewyraźnie Rincewind. – Co prawda moje pierwsze imię to: Nie.

– Uwaga! Kto mi powie, co Cohen zrobił nieprawidłowo?
– Nie powiedział proszę?
– Nie powiedział dziękuję?
– Walnął handlarza arbuzem, pchnął go w truskawki, kopnął w orzechy, podpalił stragan i ukradł wszystkie pieniądze?

W skład wolności, naturalnie, wchodziło odwieczne prawo do śmierci głodowej.

Życie jest ciągiem następujących po sobie chwilowych rozwiązań.

– Większe sukcesy sprzyjają naszym dowódcom!
– Dwa pensy za wiadro, dobrze udeptane! – odpowiedział zachęcająco Rincewind

– Śniadanie, o władco tysiąca lat – zaanonsował – Wielkie kawały świni, wielkie kawały kozy, wielkie kawały wołu i siedem różnych rodzajów smażonego ryżu. Jeden ze służących zdjął pokrywę z półmiska.
– Ale posłuchajcie lepiej mojej rady i nie próbujcie tej wieprzowiny – powiedział. – Jest zatruta.
– Trucizna? – spytał Cohen. – Jesteś pewien?
– Nie, skąd. To była czarna buteleczka i miała wymalowaną czaszkę ze skrzyżowanymi piszczelami, a kiedy ją przechylił, dymiła – wytłumaczył Rincewind

Rozległ się jeszcze krótko okrzyk „ooooooooooooożżżżżżżeeeeeee...”, który urwał się nagle. Prawdopodobnie tym lepiej.

– Czyli – rzekł – to nie jest rodzaj sera.
– Nie, nadrektorze – zapewnił kierownik studiów nieokreślonych. – Rincewind jest rodzajem maga.
– Był – poprawił wykładowca run współczesnych.
– Nie ser. – Ridcully nie chciał zrezygnować ze swojej teorii.
– Nie.
– Brzmi to jak nazwa, która kojarzy się z serem. Znaczy: funt dojrzałego rincewinda... dobrze się układa na języku.

– A jak wrócę? – zapytał.
– W taki sam sposób. Znajdziemy cię i sprowadzimy tutaj. Z chirurgiczną precyzją.
Rincewind jęknął. Wiedział, co w Ankh-Morpork oznacza chirurgiczna precyzja. Oznaczała „co do cala czy dwóch, przy akompaniamencie głośnych wrzasków, a potem smoła w miejsce, gdzie pacjent niedawno miał nogę”.

– (...) Mają tu reguły na wszystko. Nawet do wychodka nikt nie chodzi bez papieru.
– Wiesz, prawdę mówiąc, ja też...
– Papieru, który potwierdza, że możesz iść do wychodka. O to mi chodziło.

– Cohen, ci ludzie są bardzo starzy.
– To sama śmietanka!
Rincewind westchnął.
– Oni są raczej serem, Cohen.

Dziewczyna oburzyła się.
– Czy nie posiadasz zadziwiających mocy magicznych?
– O tak! Naturalnie! Tylko że...
– Powiedz coś w języku magów!
– Eee... Isulcus, isulcus, isulcus, moriturus sum. – Rincewind nie spuszczał wzroku z noża.
– „O udar, zaraz umrę”?

– Przepraszam, jak Ci właściwie na imię? – przerwał jej Rincewind.
– Piękny Motyl.
– Tak? Gdzie?

– Mury Zakazanego Miasta mają czterdzieści stóp wysokości – poinformowała Motyl. – Bramy wykute są mosiądzu, a strzegą ich setki gwardzistów. Ale oczywiście mamy Wielkiego Maga.
– Kogo?
– Ciebie.
– Przepraszam, stale zapominam.

Aha, magiczna zbroja. Całkiem zwyczajna magiczna zbroja. W Ankh-Morpork nigdy nie zyskały popularności. Nic dziwnego, że jest lekka – można je zrobić cienkie jak tkanina, jednak często bez ostrzeżenia traciły swoją magię. Ostatnie słowa wielu dawnych rycerzy brzmiały: „Nie możesz mnie zabić, bo mam magiczną aaargh”.