Carpe jugulum (Świat Dysku, tom XXIII)

Główni bohaterowie: Czarownice z Lancre, wampiry
Miejsce akcji: Lancre
Temat satyry: wampiry, dyplomacja, wiara
Data wydania oryginalnego: 1998 r.
Data wydania w Polsce: 2006 r.

Carpe jugulum - (dosł. łap za Gardło) humorystyczna powieść fantasy autorstwa Terry'ego Pratchetta, dwudziesta trzecia część cyklu Świat Dysku, wydana w 1998 r. (polskie wydanie Prószyński i S-ka, maj 2006, ISBN 83-7469-330-4), ale pierwsza w której wampiry grają główną rolę.

W książce znane z wcześniejszych książek wiedźmy: Agnes Nitt/Perdita X. Dream, Babcia Weatherwax, Niania Ogg i Magrat Garlick muszą odeprzeć atak doskonale manipulujących umysłami ludzi wampirów, które przybyły z odległego Überwaldu. Z pomocą przychodzi im całkiem wielebny Wielce Oats, który jako jeden z niewielu nie dopuszcza do swojego umysłu wampirów, a także zastępy małych niebieskich Ciutludzi oraz zbuntowany przeciw swoim nowym panom wampirom służący Igor.

Garść cytatów z książki:

– Ale pijecie ludzką krew? – zapytał.
– Oczywiście. I czasem zabijamy ludzi, choć ostatnio bardzo rzadko. Co w tym tak naprawdę złego? Ofiara i drapieżnik, drapieżnik i ofiara. Owce powstały jako posiłek dla wilka, wilk jako środek przeciwdziałający nadmiernemu niszczeniu traw przez owce. Gdybyś, sire, obejrzał swoje zęby, przekonałbyś się, że powstały dla pewnej konkretnej diety, co więcej, całe ciało jest skonstruowane tak, by z niej korzystać. Tak samo jest z nami. Jestem przekonany, że orzechy i kapusta nie mają do Was pretensji. Drapieżnik i ofiara są tylko elementami wielkiego kręgu życia.
– Fascynujące – przyznał Verence.

Co zrobić, jeśli jedna Armia zajmuje dobrze ufortyfikowaną i położoną Pozycję, a druga nie? (...) Postaraj się być tą w środku.

– Czuję się trochę... dziwnie.
– Może za dużo wypiłaś.
– W ogóle nie piłam!
– No to wiadomo, gdzie problem – ucieszyła się Niania.

Dobry wieczór – powiedział (...) – Zapewne jesteście gniewnym tłumem.

Hymny państwowe zawsze mają tylko jedną zwrotkę, czy raczej wszystkie mają taką samą drugą zwrotkę, to znaczy „mru... mru... hmmm... mru mru hmm hmm... mru... mru hmmm” powtarzane przez jakiś czas, dopóki wszyscy nie przypomną sobie ostatniego wersu pierwszej zwrotki i nie zaśpiewają go na całe gardło.

Kiedy ludzie mówią, że coś jest bardziej skomplikowane, to znaczy, że obawiają się, że prawda im się nie spodoba.

Kiedy ułożyła jakoś włosy i przeglądała się w lustrze, zaśpiewała piosenkę. Śpiewała chórem. Nie, oczywiście nie chórem ze swoim odbiciem w lustrze, ponieważ taka bohaterka wcześniej czy później zacznie śpiewać w duecie z panem Błękitnym Ptakiem i innymi leśnym stworzeniami, a wtedy nie ma już innego sposobu niż miotacz ognia.

Mitologia to tylko bajki ludów, które wygrały, bo miały większe miecze.

Niania Ogg uśmiechnęła się i odłożyła kartę nad kominek. Podobało jej się to „serdecznie”. Miało głębokie, znaczące, a przede wszystkim alkoholowe brzmienie.

Nie można ufać ludożercy tylko dlatego, że używa noża i widelca!

Nie wziął się w garść, bo nie był pewien, jak się to robi, a nigdy nie ośmielił się zapytać (...).

– Nie wszystko jest czarne albo białe. Istnieją liczne odcienie szarości.
– Nie.
– Proszę?
– Nie ma szarości, tylko biały, który został ubrudzony. Dziwię się, że o tym nie wiesz. A grzech, młody człowieku jest wtedy, kiedy ludzi traktujesz jak rzeczy. W tym samego siebie. Na tym polega grzech.

Nigdzie jej nie przenosiłam [jaźni]. Umieściłam ją tylko w czymś żywym, a ty to wziąłeś. Zaprosiłeś mnie do środka. Jestem teraz w każdym mięśniu twojego ciała. I jestem w głowie, o tak. Byłam we krwi, hrabio. We krwi. Nie zwampiryzowałeś mnie. To ja cię zweatherwaxowałam. Was wszystkich.

Poza tym zawsze istniała szansa, że w pewnym momencie może znaleźć się w pokoju sama z Lacrimosą. Wtedy nie potrzebowałaby czosnku ani kołka, ani topora. Wystarczyłaby chwila rozmowy o ludziach, którzy są zbyt niesympatyczni, zbyt złośliwi, zbyt szczupli... Tylko pięć minut, sam na sam.
I może jeszcze szpilka, dodała Perdita.

Przypuśćmy, że jednak jest sprawiedliwość dla wszystkich. Za każdego niewysłuchanego żebraka, każde ostre słowo, zlekceważony obowiązek, każdą zniewagę, każdy wybór… Bo o to przecież chodzi, prawda? Trzeba dokonywać wyborów. Człowiek może mieć rację i może się mylić, ale musi decydować, wiedząc że dobro i zło bywają wcale nieoczywiste, a czasem nawet, że wybiera między dwoma rodzajami zła, że nie ma żadnej racji. I zawsze, zawsze wybiera sam.

Spontaniczny tłum ma szturmować bramy zamku za powiedzmy pół godziny.

Zerknął na rękawice wiszące na hakach. Dobrze sobie radził z tresurą młodych ptaków. Po prostu jadły mu z ręki. Później, oczywiście, po prostu jadły mu rękę.

Królewski sokolnik zwykle bezskutecznie bronił się przed sokołami, które atakowały go dla rozrywki, a jeśli chodzi o Króla Henryka, to podnosił go w powietrze i upuszczał jak żółwia.
Nie znaczy to, że Hodgesesaargh był złym sokolnikiem. Kliku innych w Lancre także hodowało sokoły i uważało, że należy do najlepszych treserów w całych górach, może dlatego, że był całkowicie oddany temu zajęciu. Po prostu każdą małą, pierzastą maszynę do zabijania szkolił tak dobrze, ze w końcu nie mogła się powstrzymać od sprawdzenia jak treser smakuje.